wtorek, 9 maja 2017

"Biała dama"- sesja w sukni z okresu dyrektoriatu



   Już dawno nic nie pisałam na blogu. Była to wina braku czasu żeby cokolwiek uszyć. Korzystając z dłuższej przerwy podczas weekendu majowego w końcu wykończyłam moją sukienkę, która zaczęłam szyć chyba w lutym. No ale najważniejsze, że w końcu się udało. Jak na moje szyciowe zdolności, nawet się udała... a oto i efekty.

     Gdy suknia była już gotowa, musiałam poczekać na odpowiednią pogodę. Gdy takowa nastała miałam pojechać na sesję nad jezioro w lesie, ale jakoś nie wyszło. Po prostu tym razem nikomu nie chciało się że mną włóczyć po jakichś chaszczach. Tak oto tych kilka fotek zostało wykonanych w moim ogrodzie i przyznam, że i to szło dość opornie. Mój fotograf (mama) zabrał ze sobą pomocnika- mojego małego brata, który koniecznie chciał być uwieczniony na każdym zdjęciu. Przez cały czas właził mi w kadr, zabierał wszystkie rzeczy jakie wzięłam na sesję(tylko rękawiczki wyszły z tego cało). Zrobił sobie pelerynę Zorro z szala i biegał z wachlarzem w ręku, torebką też nie pogardził.
     Tak więc pokazuję tych kilka zdjęć, które cudem ocalały od destrukcyjnego wpływu brata.



     Nie mam pojęcia kiedy znowu coś uszyję. Zamierzam spróbować stworzyć chemise a la reine. Niestety na razie jestem na etapie przymierzalnia się do zakupu potrzebnych materiałów. Może też coś mnie natchnie do napisania jakiegoś innego posta.

Do zobaczenia!
(kiedyś)