wtorek, 9 maja 2017

"Biała dama"- sesja w sukni z okresu dyrektoriatu



   Już dawno nic nie pisałam na blogu. Była to wina braku czasu żeby cokolwiek uszyć. Korzystając z dłuższej przerwy podczas weekendu majowego w końcu wykończyłam moją sukienkę, która zaczęłam szyć chyba w lutym. No ale najważniejsze, że w końcu się udało. Jak na moje szyciowe zdolności, nawet się udała... a oto i efekty.

     Gdy suknia była już gotowa, musiałam poczekać na odpowiednią pogodę. Gdy takowa nastała miałam pojechać na sesję nad jezioro w lesie, ale jakoś nie wyszło. Po prostu tym razem nikomu nie chciało się że mną włóczyć po jakichś chaszczach. Tak oto tych kilka fotek zostało wykonanych w moim ogrodzie i przyznam, że i to szło dość opornie. Mój fotograf (mama) zabrał ze sobą pomocnika- mojego małego brata, który koniecznie chciał być uwieczniony na każdym zdjęciu. Przez cały czas właził mi w kadr, zabierał wszystkie rzeczy jakie wzięłam na sesję(tylko rękawiczki wyszły z tego cało). Zrobił sobie pelerynę Zorro z szala i biegał z wachlarzem w ręku, torebką też nie pogardził.
     Tak więc pokazuję tych kilka zdjęć, które cudem ocalały od destrukcyjnego wpływu brata.



     Nie mam pojęcia kiedy znowu coś uszyję. Zamierzam spróbować stworzyć chemise a la reine. Niestety na razie jestem na etapie przymierzalnia się do zakupu potrzebnych materiałów. Może też coś mnie natchnie do napisania jakiegoś innego posta.

Do zobaczenia!
(kiedyś)

poniedziałek, 16 stycznia 2017

W domowym zaciszu i spódnicy z 1901

Po tym jak pod choinkę dostałam maszynę zdalną do pracy i korzystając z początku ferii postanowiłam uszyć spódnicę z początku XX wieku. I tak oto kolejnego dnia przyszedł czas na spontaniczną sesję zdjęciową. Niestety nie jest ona na śniegu, który wręcz idealnie pasuje do spódnicy ciągnącej się po ziemi. Obecnie jestem trochę chora więc sesja odbyła się w domu.
W charakteryzacji bardzo pomocną była moja siostra. Aż wstyd się przyznać, że makijaż wyszedł jej lepiej niż mi kiedykolwiek (zważając na fakt, że jest ona młodsza o 4 lata). Druga para rąk przydała się także przy tapirowaniu, gdyż moje włosy są dość oporne na jakąkolwiek ingerencję. A teraz czas na zdięcia.