czwartek, 18 sierpnia 2016

Sesja w dziennej sukni z 1810

Wczoraj doczekałam się mojej pierwszej sesji w mej drógiej z kolei uszytej sukni. Moimi fotografkami były mama i siostra.

Przygotowania do niej szły dość opornie. Na początku musiałam zmagać się z żelazkiem, któro nie chciało współpracować. Gdy suknia była już w stanie do zaakceptowania przyszła kolej na fryzurę zrobioną z warkoczy i twistów bez żadnych loków, gdyż moje włosy są na tyle niepodatne na kręcenie, że gdy już się zakręcą, mimo lakieru, rozprostowują się po 10 minutach. Na koniec odpadły mi szelki od halki ( muszę zamiast wstążek wszyć coś mocniejszego i nieprującego się).
A teraz zdięcia:







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz