sobota, 20 sierpnia 2016

Dworek Potockich, czyli sesja w Julinie

Kiedy ma ukochana siostra Tosia oznajmiła wczoraj, że jedzie na stadninę w Julinie już wiedziałam, iż chcę mieć sesję właśnie tam. Czasu jak zwykle było mało i po próbie zrobienia fryzury, która w ogóle sama się rozwaliła, zwątpiłam. Na dodatek siostrzyczka oznajmiła, że mam 10 minut do wyjazdu (ubrania nie wyprasowane, zagrzebane w pudle, ja nie ubrana a fryzurę mam zacząć od zera i brak pewności czy aparat jest naładowany) bynajmniej nie byłam ucieszona.

I kiedy Tosia poszła na jazdę, ja wraz z mamą poszłyśmy kupować bilety. Gościu zadał nam pytanie  czy my bez Pana, na co mama beztrosko odparła, że pan został w aucie ze śpiącym dzieckiem. Zreflektowała się kiedy zobaczyła parę młodą robiącą zdięcia i wytłumaczyła się z pomyłki. Mym rzekomym mężem był mój tata, który musiał zostać z moim młodszym bratem.
Uciekająca panna młoda :-P



Pierwszy raz miałam sesję w stroju historycznym poza domem i w sumie spodziewałam się tego, że będę zwracać uwagę, ale nie było tak źle. Jedna dziewczyna pokazując na mnie palcem mówiła: "Mamo, biała dama".
Kremowa, kremowa dama


Starsze małżeństwo wspomniało, że na schodach, na których wiązałam rozsznurowanego buta, Potoccy mieli robione zdjęcie.







I oto zobaczyliście obie sukienki, które zabieram na Złote Popołudnie. Nie jest do końca wiadome czy pojadę, ale z okazji tego, że tydzień później mam urodziny, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, dotanę przedwczesny prezent w pakiecie z białymi rękawiczkami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz